środa, 22 października 2008

Proza życia codziennego

Wczoraj wskoczyłem na wagę. Przytyłem ~5 kg. To bardzo dobrze, bo trochę szczupły byłem. Teraz miernik wagi wskazuje 70 kg żywego, stęsknionego ciała. Za cztery dni przyjedzie do mnie Kinia. Przy niej apetyt mi zawsze rośnie. Czyżbym miał perspektywy na przekroczenie 70-tki? Ha ha ha. Pewnie tak.

Siedzę w pracy, słucham czeskiej kapeli i podjadam ziarna różne takie. Smakują jak trociny, ale nie mam nic pod ręką, co mógłbym do ust włożyć i pomemłać ozorem.

Hmm ostatnie dni jestem bardzo spokojny. Niczym się nie przejmuję. Dobrze mi z tym, chociaż to takie "nie moje". Ja sobie żyję, reszta toczy się obok mnie i jakoś to funkcjonuje. Nie chce mi się niczym martwić ani przejmować. PO PROSTU JESTEM.

Brak komentarzy: