niedziela, 5 października 2008

Tydzień z Kinią

Niedziela.
Miałem przyjemność i zaszczyt gościć u siebie moją Ukochaną.
Słowo "Gość" nie jest tu najlepszym określeniem na Kinię, przecież jest prawie "u siebie".
Zwłaszcza, że pod koniec listopada zamieszkamy już razem.
Zależało mi na tym, abyśmy spędzili czas zwyczajnie-niezwyczajnie.
Zwyczajnie - czyli tak, jak zapewne będziemy spędzać czas mieszkając ze sobą.
Niezwyczajnie - czyli tak "niebanalnie".
Udało się to dokonać znakomicie. Miałem w planach parę punktów, których nie zrealizowaliśmy (zostały przeniesione na następny raz), lecz "nadprogramowe" niespodzianki, które nas dotknęły, były cudowne.
PIĄTEK po południu popędziłem na dworzec PKS po moja Ukochaną. Stojąc na wiadukcie wypatrywałem busa a ten już stał na miejscu postojowym. Z daleka zobaczyłem Kinię, a raczej jej czerwone spodnie, wybitnie wyróżniające się na szarym tle płyty parkingowej.
Radość i wzruszenie. Jak za każdym razem.
Męcząca podróż Ukochanej i moja bezsenna noc sprawiły, iż... nie pamiętam, co robiliśmy w ten dzień :) Chyba po prostu odpoczywaliśmy. Zapewne próbowałem walczyć z archaicznym laptopem, na którym pracuje Kinia. Pamiętam obiad, który przygotowałem dnia poprzedniego: smażona rybka, ziemniaczki, gotowana marchew.
SOBOTA to dzień zakupów, wizyta w moim biurze, walka z laptopem itd. a przede wszystkim koncert KULTu na terenie mojej byłej/przyszłej uczelni. Koncert był świetny! Idealny repertuar, wykonanie i cały klimat. Po koncercie udaliśmy się na "nasiadówkę towarzyską" do Madzi Chowaniec. Ależ to mi była niespodzianka! Tak dawno się nie widzieliśmy. Winko, pogaduchy, wspomnienia, plany i... muzyka zespołu PIERSI w tle. Oczywiście stare piosenki.
Poszliśmy spać bardzo późno.
NIEDZIELA to Msza św. w moim kościele, zakupy i obiad u rodziców. Nie wiem jak to się stało, ale straciłem poczucie czasu. Kiedy wychodziliśmy od rodziców było ok 17:00. Było bardzo przyjemnie. Tak po prostu... NORMALNIE.
PONIEDZIAŁEK. Przede wszystkim: wstaliśmy późno :)
To miała być wyprawa do Hałcnowa celem zwiedzenia najstarszego murowanego kościoła w tym regionie. Kościół zamknięty... typowe. Pospacerowaliśmy sobie, czytałem Ukochanej artykuły z PRZEKROJU na ławce w oczekiwaniu na otwarcie kościoła. Niestety - musielibyśmy czekać nazbyt długo. Wnętrze kościoła obejrzeliśmy przez kraty. Kinia zauważyła, że w Bielsko-Bialskich kościołach często pojawiają się kapliczki na zewnątrz budynku.
Pojechaliśmy do domku.
WTOREK. Od świtu do zmierzchu w biurze. Praca, praca i jeszcze raz praca.
Jestem z tego faktu bardzo zadowolony. Byłem ciekaw, jak mi się będzie pracowało w biurze wraz z Kinią, oraz jak Jej się będzie pracowało w biurze ze mną :) Wychodzi na to, że "zdaliśmy kolejny egzamin na piątkę z plusem". Po prostu ŚWIETNIE.
ŚRODA to... praca. A jakże! Codziennie praca, obiad a wieczór tylko dla Nas. Dziś skończyliśmy wcześniej. Po obiedzie wybraliśmy się na miasto do apteki oraz do Bielskiego Centrum Kultury, aby nabyć bilety na czwartkowy koncert w moim kościele. Starszy, uprzejmy pan w kasie biletowej stwierdził, że wyglądamy jak studenci więc polecił kupić nam bilety ulgowe... Tak też zrobiliśmy. Powrót autobusem do domku. Wieczór to łóżeczko i "Włatcy Móch" na laptopie.
CZWARTEK. Praca, obiadek i wyjście na koncert na godzinę 18:00. Nie spodziewałem się, że ów koncert będzie ważnym wydarzeniem kulturalnym w skali całego kraju... Miejscowe VIPy, przemowy, kwiaty i życzenia urodzinowe dla Henryka Góreckiego. Koncert był wspaniały. Nie spodziewałem się czegoś takiego.. Osiemdziesięcioosobowy chór ledwo mieszczący się za ołtarzem, orkiestra tak liczna, że muzycy prawie stykali się kolanami ze słuchaczami siedzącymi w pierwszych ławach.. i oczywiści trzech bębniarzy ze swoimi kotłami stojącymi w miejscu ołtarza. Wrażenie niesamowite. Momentami Symfonia "Kopernikańska" grzmiała niczym burza by potem w ogromnej ciszy wnętrze kościoła wypełniało trzeszczenie skórzanej kurtki jednej słuchaczki lub skrzypienie podeszw kroczącego pana.
Po koncercie udaliśmy się do domu. Jacek zaprosił nas na winko i pogaduchy. Temat posiedzenia: religie, wiara, wartości. Było bardzo ciekawie.
PIĄTEK. Tak, to przedostatni dzień "wizyty" mojej Ukochanej. Dziś wreszcie wstaliśmy wcześnie. Pracowaliśmy tylko do 16:00. Tzn ja pracowałem do tej godziny, bo Kinia o 15:00 zakończyła pisanie drugiego rozdziału swojego doktoratu! Hurra!!! Jakże się ucieszyłem! Jakiż byłem szczęśliwy i dumny! Kochanie moje zrobiło to, co sobie zaplanowało zrobić w Bielsku i zakończyło ten obszerny rozdział. Gratuluję :*
Po obiedzie poszliśmy do rodziców podziwiać nowego kotka, którego mama przyniosła sobie ze schroniska na Dębowcu. Kotek jest taki mały, że trudno stwierdzić jakiej jest płci. Tato nazwał go MACIUŚ. Bardzo mi się podoba. A ja... wzruszam się gdy widzę jak moja Kinia żegna się z moimi rodzicami. No cóż. Pora spać. Ostatnie odcinki "Czesia" na dobranoc. Buzi buzi i spać...
SOBOTA Jedziemy busem do Krakowa. Tam mamy trochę czasu (3 godziny) do odjazdu więc wybieramy się na Rynek. Odwiedziliśmy Dominikanów, Franciszkanów, pochodziliśmy w deszczu po Krakowie. Wybraliśmy się do bistro na kebaba (pierwszy raz toto jadłem).
16:00 Kinia już przy busie do Leska... Papa Najsłodsza.
Ja odjeżdżam 10 minut później do Bielska.

Ach..
Moje spostrzeżenia i wnioski:
1. W naszej kuchni demokracji raczej nie będzie.
2. Ubikacja za 2 zł to coś, co mnie wyjątkowo irytuje.
3. Przed wyjściem do kościoła trzeba sprawdzić, o której godzinie jest Msza lub dowolne nabożeństwo, bo.. kościoły w Bielsku są po prostu pozamykane.
4. Moja Kochana jest bardziej swobodna ode mnie w wielu sytuacjach. Bardzo sobie to cenię u niej.
5. Obiad u moich rodziców okazuje się być miłym sposobem spędzenia czasu (!).
6. Kinia swobodnie pisze pracę przebywając ze mną w biurze, a ja swobodnie pracuję przy niej.
7. Dobry film raz na jakiś czas trzeba obejrzeć.
8. Koncerty, wyjścia, spacery. Matko! Za 10 zł można przeżyć ucztę dla uszu! To po prostu niesamowite :) Będziemy chodzili na koncerty takie do "słuchania" oraz takie do "tupania".
9. Jak zasypiamy razem, to koniecznie trzeba nastawić budzik na rano. Sam bez budzenia potrafię wstać nawet bardzo wcześnie, ale tak razem to... po prostu cięzko wyjść z łóżka. Zwłaszcza o tej porze roku.
10. Uwielbiam spędzać czas z moją narzeczoną. Tak właśnie chcę aby było.
AMEN.

Brak komentarzy: