piątek, 24 października 2008

UWAGA


Uwaga, prątkuję.
Gardło piecze, dokucza kaszel, lekko podwyższona temperatura.
Dawno nie chorowałem. Tak właśnie zaczyna się mój weekend z Kinią.

- na zdrowie
- dziękuję. Przyda się.

środa, 22 października 2008

PANTY REI




:)

Organizm

Organizm Pana Krzysztofa czuje nadchodzącą zimę. Przygotowuje się do tego spokojnie. Nabiera masy ciała, zwiększa tkankę tłuszczową. Zarasta owłosieniem na całym ciele. Zwłaszcza na twarzy. Zaczyna dobrze sypiać (właściciel organizmu wyprał dwa komplety pościeli - na zapas, przy czym zepsuł pralkę). Jest trochę ospały, unika wysiłku fizycznego. Spowolnieniu ulegają wszystkie jego funkcje życiowe (może oprócz funkcji rozrodczej, która wykazuje dość dużą energię potencjalną - co jest niechybnie efektem braku posiadania potomstwa). Lada moment Organizm zacznie zbierać zapasy pożywienia do spiżarki dla siebie oraz dla Organizmu płci odmiennej, który niebawem dołączy do wspólnego siedliska. Czas podkuć się.

Proza życia codziennego

Wczoraj wskoczyłem na wagę. Przytyłem ~5 kg. To bardzo dobrze, bo trochę szczupły byłem. Teraz miernik wagi wskazuje 70 kg żywego, stęsknionego ciała. Za cztery dni przyjedzie do mnie Kinia. Przy niej apetyt mi zawsze rośnie. Czyżbym miał perspektywy na przekroczenie 70-tki? Ha ha ha. Pewnie tak.

Siedzę w pracy, słucham czeskiej kapeli i podjadam ziarna różne takie. Smakują jak trociny, ale nie mam nic pod ręką, co mógłbym do ust włożyć i pomemłać ozorem.

Hmm ostatnie dni jestem bardzo spokojny. Niczym się nie przejmuję. Dobrze mi z tym, chociaż to takie "nie moje". Ja sobie żyję, reszta toczy się obok mnie i jakoś to funkcjonuje. Nie chce mi się niczym martwić ani przejmować. PO PROSTU JESTEM.

sobota, 18 października 2008

Taki sobie wieczór

Wiedziałem, że to jeszcze nie koniec atrakcji.
Jeszcze nie pora udać się na zasłużony odpoczynek.
Pralka się zepsuła i muszę wszystko wypłukać ręcznie..
A chciałem powoli kłaść się do łóżka.
Co w takim razie przyniesie noc? Oby tylko sen. Błogi, spokojny sen.

Taki sobie dzień

Jestem. A jakże!
Środa - ciężki dzień. Czwartek, piątek - ciągłe urwanie głowy. Przepracowałem się. Myślałem, że dziś popracuję spokojnie trochę a potem relaks. Nic z tego. Umówiłem się dziś z koleżanką Jagodą na wyprawę do lasu na grzybobranie. Pojechaliśmy do Jaworza i tam ruszyliśmy w las. Długo żeśmy szli to tu, to tam. W lesie był wyręb drzew, więc trzeba było ostrożnie chodzić, zwłaszcza, że było jeszcze ślisko na szlakach. Znalazłem 5 grzybów. Jagoda cztery. W sumie... weszliśmy na Błatnią. Niezła wyprawa. Nie byłem na to przygotowany, ale było ciekawie. Kawałek drogi jest. Na miejscu obiad (grzana kiełbasa, chleb i herbata z cytryną). Powrót innym szlakiem. Wróciłem do biura dokończyć pracę. To kolejne "niespodziankowe" wyjście w góry tego roku. Mam nadzieję, że chociaż raz jeszcze udam się tego roku w las. Całkiem przyjemnie. A odpoczynek? Odpoczywać będę na emeryturze hahaha :)

piątek, 17 października 2008

"Było nas trzech, w każdym z nas inna krew" - o Mędrcach ze Wschodu i Mędrcu z Polski.

Sejm dziś uradził, iż nie uzna święta Trzech Króli (6. stycznia) dniem wolnym od pracy. Warto przy tym zaznaczyć, iż owo święto - jedno z pierwszych ustanowionych przez Kościół: na Wschodzie w III w., na Zachodzie w IV w. - było w Polsce dniem wolnym od pracy do 16. listopada 1960 r (zniesione dekretem Władysława Gomułki).
Obecnie w święto Trzech Króli do pracy nie idą ludzie mieszkający w: Niemczech, Grecji, Hiszpanii, Włoszech, Austrii, a także w takich "laickich" krajach jak Szwecja i Finlandia.

Trzech Króli to właściwie Trzech Mędrców lub też Trzech Magów, którzy złożyli pokłon narodzonemu Zbawicielowi (Mt 2, 1-12). Tradycja nadaje im imiona: Kacper, Melchior i Balthazar. Dlaczego trzech, skoro w Biblii nie pisze, ilu ich było? Na katakumbowych malowidłach jest ich najczęściej trzech, ale gdzieniegdzie jest ich 2, 4, 6. Kościoły: Syryjski, Ormiański i Koptyjski uznają, iż mędrców było dwunastu (tak jak 12 apostołów, 12 plemion Izraela). Orygenes w III w. uznał, iż mędrców musiało być trzech, bo złożyli Jezusowi trzy dary: złoto, kadzidło i mirrę. Pozostaje jeszcze jedna kwestia: kiedy złożyli ów pokłon Jezusowi. Przecież szli za Gwiazdą "ze wschodu" ileś dni, a może tygodni, miesięcy. Zgodnie ze słowami św. Mateusza Mędrcy "weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon.". Tak więc Mędrcy nie mogli złożyć pokłonu w dniu narodzin Jezusa lub niedługo po nich. Herod kazał pozabijać wszystkie dzieci w wieku do dwóch lat, co mogłoby wskazywać na to, iż od Bożego Narodzenia do przybycia Mędrców minęło właśnie tyle czasu.
Od XVIII w. przyjął się (w Polsce i Niemczech) zwyczaj święcenia kredy, którą w święto Trzech Króli zapisywano na drzwiach domu litery K+M+B (C+M+B) oraz bieżącą datę, co często błędnie jest odczytywane jako imiona Mędrców. CMB to Christus Mansionem Benedicat (co oznacza: Niech Chrystus błogosławi temu domowi) lub Chrystus Mieszkanie Błogosławi.

A Mędrzec z Polski?
Podczas szczytu Unii Europejskiej w dniach 15-16 października 2008 r. udało się premierowi Tuskowi przeforsować kandydaturę Lecha Wałęsy do tzw Grupy Refleksyjnej (zwanej potocznie "Radą Mędrców"). Jest to organ, który ma za zadanie określić problemy, które mogą dotknąć Unię do roku 2030. Głównym przeciwnikiem zgłoszenia Lecha Wałęsy do owej Grupy był (i jest) prezydent Lech Kaczyński (chodzi o domniemaną współpracę Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa w latach '70). Innym przeciwnikiem obecności Lecha Wałęsy w Radzie jest premier Hiszpanii Felipe González, który uważa, że nasz były prezydent jest osobą o "zbyt dużym nazwisku" (trzeba pamiętać o tym, że Wałęsa cieszy się na świecie o wiele większym poważaniem niż w swoim kraju) i nie zna żadnego języka obcego.

Poniżej fragment wywiadu z L. Wałęsą (pogrubiony tekst - Kamila Wronowska, Jędrzej Bielecki):
"González bał się, że pan go zdominuje?
Trzeba się go o to zapytać. Ale prawdopodobnie tak.

Pojawiały się też pogłoski, że nie chcą pana w Radzie, bo nie zna pan języków obcych.
Ale mam dobrych tłumaczy.

Czym chce się pan zająć w Radzie?
Tym, co robię teraz. Tylko będę miał mandat Unii Europejskiej. Ja już dawno głosiłem, że Europa powinna być inna, że trzeba zmienić istniejące w niej podziały, struktury. Od dawna to mówiłem. Ale skoro teraz mam mandat, będzie mi łatwiej to głosić i lobbować na rzecz zmiany w Europie.".

Wywiad z dnia 16.10.2008 r. dostępny na stronie Dziennika
O Trzech Królach można poczytać w Tygodniku Powszechnym, SNE Gdańsk i Wikipedii.

czwartek, 16 października 2008

Zasłyszane w radio

"Nie ma już dziś Polaka, którego byśmy mogli posłuchać (gdybyśmy słuchać umieli), który by nas pocieszył lub opieprzył".

środa, 15 października 2008

"Oratio ante colligationem" , "POOOLSKAAA GOOLAAAA", etc

Ruszył szczyt Unii Europejskiej. Na sali obok siebie zasiedli: premier RP Donald Tusk oraz prezydent RP Lech Kaczyński. Pierwszy pan poleciał do Brukseli razem z dwoma merytorycznymi ministrami, mając specjalne zaproszenie. Ten drugi pan specjalne zaproszenie wymusił. Właściwie to nie ma on tam nic do powiedzenia, a jego podróż kosztowała kancelarię prezydenta RP ~250 tyś zł (jak podaje radio TOK FM). Kancelarię? Raczej Polaków. Kosztowna impreza.
Mam nadzieję, że na obiedzie nie zabraknie nakrycia dla niezapowiedzianego gościa, bo krzeseł przy stole obrad było zbyt mało i zaproszeni panowie ministrowie zajęli chyba miejsca stojące w korytarzu... Jak na razie, panowie wymieniają się krzesłem. O! Właśnie prezydent zwolnił miejsce ministrowi finansów!

Ha ha :(

Na południu Europy odbywają się innego rodzaju obrady: trwa synod 253 biskupów. Przypadkiem natrafiłem na informację o tym ważnym wydarzeniu, bo media zdominowane są ostatnio tematem samolotu premiera i prezydenta. Na owym synodzie biskupi poruszają kwestie podobne do tych, które omawiają panowie w Brukseli.
Pozwolę sobie zacytować słowa Benedykta XVI na temat finansowego kryzysu światowego, które zostały wypowiedziane na otwarcie synodu:
[podaję za Tygodnikiem Powszechnym, Nr 42 (3093), 19 października 2008)]
"Jeżeli chcemy być realistami, musimy liczyć właśnie na tę rzeczywistość. Na piasku buduje ten, kto buduje jedynie na rzeczach widzialnych i namacalnych, na sukcesie, na karierze, na pieniądzach. To jest pozornie prawdziwa rzeczywistość. Ale któregoś dnia to wszystko przeminie. Widzimy to teraz w upadku wielkich banków: te pieniądze znikają, są niczym. (...) Tylko Słowo Boże jest fundamentem całej rzeczywistości".

Pośród poruszanych na synodzie tematów, niewątpliwie bardzo interesująca jest kwestia beatyfikacji Piusa XII. Na synod zaproszony został naczelny rabin Hajfy Szear Yszuwa Kohen. Jak wiadomo Żydzi nie mają dobrej opinii o Papieżu z okresu II Wojny Światowej ("nie powinien być beatyfikowany ani stawiany za wzór, ponieważ nie zabrał głosu, chociaż starał się nam w ukryciu pomagać. Pozostaje jednak faktem, że nie mówił, może bał się, a może miał inne powody, my jednak nie możemy o tym zapomnieć" - Szear Yszuwa Kohen).

Przy okazji porannej lektury wiadomości dowiedziałem się, że Benedykt XVI w adhortacji posynodalnej na temat Eucharystii "Sacramentum caritatis" z 2007 r. zalecił, aby wierni znali najważniejsze modlitwy w języku łacińskim, oraz by niektóre części liturgii śpiewali po "gregoriańsku".

Półtora roku po fakcie dowiedziałem się o tym.. No cóż. Trzeba działać :)
Poniżej podaję treść "Modlitwy przed połączeniem z internetem"


Oratio ante colligationem
OMNIPOTENS aeterne Deus, qui nos secundum imaginem Tuam plasmasti, et omnia bona, vera, pulchra, praesertim in divina persona Unigeniti Filii Tui Domini nostri Iesu Christi, quaerere iussisti, praesta quaesumus ut, per intercessionem Sancti Isidori, Episcopi et Doctoris, in peregrinationibus per interrete factis et manus oculosque ad quae Tibi sunt placita intendamus et omnes quos convenimus cum caritate ac patientia accipiamus. Per Christum Dominum nostrum. Amen.

(wersja w języku polskim)
WSZECHMOCNY i wieczny Boże, Który stworzyłeś nas na Twoje podobieństwo i poleciłeś nam szukać, przede wszystkim, tego co dobre, prawdziwe i piękne, szczególnie w Boskiej Osobie Twego Jednorodzonego Syna, Pana naszego Jezusa Chrystusa, pomóż nam, błagamy Ciebie, przez wstawiennictwo św. Izydora, biskupa i doktora, abyśmy podczas naszych wędrówek w internecie kierowali nasze ręce i oczy tylko na to, co podoba się Tobie i traktowali z miłością i cierpliwością wszystkie te osoby, które spotkamy przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

***

Słowacja - Polska
Obstawiam wynik - 1:3
AMEN

niedziela, 12 października 2008

"Dziiiieeeeeńńńń dooooo---brryyyy"

Nareszcie przyszedł choć lekki powiew satysfakcji. Bunt Maszyn zakończony, choć nie zupełnie. Komputer uruchomiony; system zainstalowany. Jeszcze tylko pozostaje mi uruchomić drugą maszynę - tą moją, najmojszą. Na to pewnie poczekam jeszcze dzień - dwa.

Czyżby minął miesiąc od mojego pierwszego wpisu? Przegapiłem tą "miesięcznicę". Dziś mógłbym napisać tutaj te same słowa, co miesiąc temu. Są tak samo aktualne. Czy coś się zmieniło od tamtego czasu? Hm broda mi nieźle urosła. Dobre i to :)

Moje refleksje z dnia:
1. Dobra ryba nie jest zła.
2. Mam już 29 lat. Tzn za miesiąc (z hakiem) dopiero osiągnę taki wiek. Niby dużo, niby mało. Ostatni rok będę mógł o sobie powiedzieć: "Jestem dwudziestolatkiem".
3. Kiedy ma się związane ręce, nie wolno się szamotać i próbować "na siłę" pozbyć się krępujących więzów, bo jeszcze mocniej się zacisną. Trzeba zabrać się za to sposobem.
4. To wspaniałe uczucie, kiedy wiem, że w niedzielę mogę sobie spać ile chcę a i tak z własnej woli wstanę wcześnie. Mam nadzieję, że następna niedziela taka będzie ha ha :)
5. "Dziiiieeeeeńńńń dooooo---brryyyy" wypowiedziane przez moją Ukochaną, to najmilsza rzecz, jaka mnie może spotkać tuż po obudzeniu (to moje codzienne spostrzeżenie).

sobota, 11 października 2008

"Piosenka popoludniowa"

Baudelaire - ten zgniłek, to mój ulubieniec spośród wierszokletów.
Kochanie, czy to nie jest o Tobie? (o mnie poniekąd też)

;)

Charles Baudelaire - "Piosenka popołudniowa"


Choć z tymi ostrymi brwiami
Niezbyt anielskie masz lico,
Ja i tak cię, czarownico
O spojrzeniu, które mami,

Wielbię, moja ty narwana,
Moja groźna namiętności!
Jak pełen bogobojności
Kapłan czci swego bałwana.

Włosy twe balsamem sycą
Pustynia, puszcza i gaje,
Twa głowa mi się wydaje
Zagadką i tajemnicą.

Wonność osnuwa przyjemna
Ciało twoje jak trybularz;
Nęcisz jak zmrok, i rozczulasz,
Nimfo gorąca i ciemna.

Ach, nawet umarłym tchnienie
Wracają pieszczoty twoje,
Jest nad miłosne napoje
Twe kocie rozleniwienie.

Wzajem wabią się z zapałem
Twoje plecy, piersi, biodra
Poduszek puszystość szczodra
Kocha twe pozy omdlałe.

Czasem - dlaczego, sam nie wiem -
Kiedy coś ciebie rozdrażni,
Rzucasz się, jak najpoważniej,
By gryźć i całować w gniewie.

I w śmiechu... Kąsasz mnie drwiąca,
Po czym westchnąwszy głęboko,
Na sercu kładziesz mi oko
Łagodne jak blask miesiąca.

Pod twe kształtne nóżki śniade,
Atłasowe pantofelki -
Radość mą i zachwyt wielki,
Geniusz mój i los mój kładę,

I duszę, co w barw twych wirze
Ozdrowiała i okrzepła!
O wieczna eksplozjo ciepła
Na moim czarnym Sybirze!


tłum. Józef Waczków

piątek, 10 października 2008

Rozmowa z Blogiem

?
...że niby jak?
Nieee
Nawet "tak sobie".
Chociaż mogło być lepiej. Wiesz, jak jest..
Nooo, praktycznie od poniedziałku. Normalnie chaos :)
Dawno nie miałem takiego pokićkanego tygodnia... choć przecież się jeszcze nie skończył. Ale wiesz..
Przez parę dni walczyłem z komputerem. Właściwie to z kom-pu-te-ra-mi. I.. nic nie wywalczyłem.
Ciągle czekam na ten dysk twardy do drugiego komputera.
A poza tym?
Hmm, nastrój nawet taki sobie. Bez euforii... może chwilowo.
Powiem tak: pełen wachlarz emocji.
Ostatnio czuć lekko melancholią. Lubię to słowo.
Chyba najwięcej zrobiłem w poniedziałek.
Nie. Kolacje jem później.
Tak. Ma się dobrze.
Aaaa raczej siedzę w domu. Chociaż w tym tygodniu trochę się nachodziłem, ale.. ani razu nie był to stricte spacer. Właściwie ciągle coś załatwiałem.
Tak. Wszystko załatwiłem. Jeszcze dziś tylko drobne zakupy i wizyta w bankomacie.
Byłem dzisiaj w PZG. Całkiem miło. Zgrałem sobie zdjęcia ze szkolenia, na którym prowadziłem zajęcia oraz z pielgrzymki do Częstochowy.
Porozmawiałem z Karoliną. Ale jej włosy urosły... prawie do pasa sięgają. Dała się namówić na pracę w PZG do końca roku. W związku z tym raczej nie będzie się teraz zwalniać z drugiej pracy więc nie wiem, czy Kinia będzie w listopadzie, grudniu pracować w tym antykwariacie... Zobaczymy.
Napiłem się pysznej, zielonej herbaty.
Czy mi jest żal? Niee. Dobrze mi się tam pracowało, ale musiałem się zwolnić.
Tak po prostu miało być.
Jutro? Popracuję trochę. Może wreszcie uda mi się zmontować ten komputer, bo szlag mnie przez to trafia. Dość długo czekam.
Haha, no jasne. Cierpliwy to ja jestem, ale..
Ale cóż począć?

Tak. Zdrowy jestem. Dobrze się czuję.
Ostatnio nawet nie mam problemów z zasypianiem i budzeniem się. Zwłaszcza, że na "dzień dobry" w słuchawce telefonu słyszę cudowny głos mojej ukochanej".
No tak. Dobre i to. Ale niedługo. Niedługo.
W przyszłym miesiącu będzie mi wprost do ucha wyszeptywała poranne powitanie.
Nieeee. To ona zawsze się budzi wpierw.
Aaa dobrze.

Dziś? Raczej poczytam sobie na wieczór coś. Ostatnio czytam "Poczet papieży". Bardzo ciekawe.

ok muszę kończyć. Wracam do zajęcia.
pa.
miłego weekendu życzę.

wtorek, 7 października 2008

Przychodzi Batman do lekarza...

Wstałem dziś wcześnie i jestem z tego bardzo zadowolony.
Wymyśliłem właśnie dwa dowcipy :)

***

Przychodzi Batman do lekarza pierwszego kontaktu, odwraca się do niego plecami, pochyla się i pyta:
- Czy to kleszcz?
Lekarz spogląda we wskazane miejsce i odpowiada:
- Nie. To perz.
Batman zdziwiony krzyczy:
- Ale jakże to?! Przecież to mój super kostium?! NIC SIĘ GO NIE CHWYTA!!!
Lekarza na to:
- Racja; super kostium... ale na łopatce pod peleryną się trochę mechaci. Pewnie od tornistra.

***

Przychodzi Batman do lekarza pierwszego kontaktu, odwraca się do niego plecami, pochyla się i pyta:
- Czy to perz?
Lekarz spogląda we wskazane miejsce i odpowiada:
- Nie. To kleszcz.
Batman zdziwiony krzyczy:
- Ale jakże to?! Przecież to mój nowy super kostium?! NIC GO NIE PRZEBIJE!!!
Lekarz obserwuje kleszcza uważnie i kiwając głową mówi:
- Mutanckie ścierwo.

niedziela, 5 października 2008

Tydzień z Kinią

Niedziela.
Miałem przyjemność i zaszczyt gościć u siebie moją Ukochaną.
Słowo "Gość" nie jest tu najlepszym określeniem na Kinię, przecież jest prawie "u siebie".
Zwłaszcza, że pod koniec listopada zamieszkamy już razem.
Zależało mi na tym, abyśmy spędzili czas zwyczajnie-niezwyczajnie.
Zwyczajnie - czyli tak, jak zapewne będziemy spędzać czas mieszkając ze sobą.
Niezwyczajnie - czyli tak "niebanalnie".
Udało się to dokonać znakomicie. Miałem w planach parę punktów, których nie zrealizowaliśmy (zostały przeniesione na następny raz), lecz "nadprogramowe" niespodzianki, które nas dotknęły, były cudowne.
PIĄTEK po południu popędziłem na dworzec PKS po moja Ukochaną. Stojąc na wiadukcie wypatrywałem busa a ten już stał na miejscu postojowym. Z daleka zobaczyłem Kinię, a raczej jej czerwone spodnie, wybitnie wyróżniające się na szarym tle płyty parkingowej.
Radość i wzruszenie. Jak za każdym razem.
Męcząca podróż Ukochanej i moja bezsenna noc sprawiły, iż... nie pamiętam, co robiliśmy w ten dzień :) Chyba po prostu odpoczywaliśmy. Zapewne próbowałem walczyć z archaicznym laptopem, na którym pracuje Kinia. Pamiętam obiad, który przygotowałem dnia poprzedniego: smażona rybka, ziemniaczki, gotowana marchew.
SOBOTA to dzień zakupów, wizyta w moim biurze, walka z laptopem itd. a przede wszystkim koncert KULTu na terenie mojej byłej/przyszłej uczelni. Koncert był świetny! Idealny repertuar, wykonanie i cały klimat. Po koncercie udaliśmy się na "nasiadówkę towarzyską" do Madzi Chowaniec. Ależ to mi była niespodzianka! Tak dawno się nie widzieliśmy. Winko, pogaduchy, wspomnienia, plany i... muzyka zespołu PIERSI w tle. Oczywiście stare piosenki.
Poszliśmy spać bardzo późno.
NIEDZIELA to Msza św. w moim kościele, zakupy i obiad u rodziców. Nie wiem jak to się stało, ale straciłem poczucie czasu. Kiedy wychodziliśmy od rodziców było ok 17:00. Było bardzo przyjemnie. Tak po prostu... NORMALNIE.
PONIEDZIAŁEK. Przede wszystkim: wstaliśmy późno :)
To miała być wyprawa do Hałcnowa celem zwiedzenia najstarszego murowanego kościoła w tym regionie. Kościół zamknięty... typowe. Pospacerowaliśmy sobie, czytałem Ukochanej artykuły z PRZEKROJU na ławce w oczekiwaniu na otwarcie kościoła. Niestety - musielibyśmy czekać nazbyt długo. Wnętrze kościoła obejrzeliśmy przez kraty. Kinia zauważyła, że w Bielsko-Bialskich kościołach często pojawiają się kapliczki na zewnątrz budynku.
Pojechaliśmy do domku.
WTOREK. Od świtu do zmierzchu w biurze. Praca, praca i jeszcze raz praca.
Jestem z tego faktu bardzo zadowolony. Byłem ciekaw, jak mi się będzie pracowało w biurze wraz z Kinią, oraz jak Jej się będzie pracowało w biurze ze mną :) Wychodzi na to, że "zdaliśmy kolejny egzamin na piątkę z plusem". Po prostu ŚWIETNIE.
ŚRODA to... praca. A jakże! Codziennie praca, obiad a wieczór tylko dla Nas. Dziś skończyliśmy wcześniej. Po obiedzie wybraliśmy się na miasto do apteki oraz do Bielskiego Centrum Kultury, aby nabyć bilety na czwartkowy koncert w moim kościele. Starszy, uprzejmy pan w kasie biletowej stwierdził, że wyglądamy jak studenci więc polecił kupić nam bilety ulgowe... Tak też zrobiliśmy. Powrót autobusem do domku. Wieczór to łóżeczko i "Włatcy Móch" na laptopie.
CZWARTEK. Praca, obiadek i wyjście na koncert na godzinę 18:00. Nie spodziewałem się, że ów koncert będzie ważnym wydarzeniem kulturalnym w skali całego kraju... Miejscowe VIPy, przemowy, kwiaty i życzenia urodzinowe dla Henryka Góreckiego. Koncert był wspaniały. Nie spodziewałem się czegoś takiego.. Osiemdziesięcioosobowy chór ledwo mieszczący się za ołtarzem, orkiestra tak liczna, że muzycy prawie stykali się kolanami ze słuchaczami siedzącymi w pierwszych ławach.. i oczywiści trzech bębniarzy ze swoimi kotłami stojącymi w miejscu ołtarza. Wrażenie niesamowite. Momentami Symfonia "Kopernikańska" grzmiała niczym burza by potem w ogromnej ciszy wnętrze kościoła wypełniało trzeszczenie skórzanej kurtki jednej słuchaczki lub skrzypienie podeszw kroczącego pana.
Po koncercie udaliśmy się do domu. Jacek zaprosił nas na winko i pogaduchy. Temat posiedzenia: religie, wiara, wartości. Było bardzo ciekawie.
PIĄTEK. Tak, to przedostatni dzień "wizyty" mojej Ukochanej. Dziś wreszcie wstaliśmy wcześnie. Pracowaliśmy tylko do 16:00. Tzn ja pracowałem do tej godziny, bo Kinia o 15:00 zakończyła pisanie drugiego rozdziału swojego doktoratu! Hurra!!! Jakże się ucieszyłem! Jakiż byłem szczęśliwy i dumny! Kochanie moje zrobiło to, co sobie zaplanowało zrobić w Bielsku i zakończyło ten obszerny rozdział. Gratuluję :*
Po obiedzie poszliśmy do rodziców podziwiać nowego kotka, którego mama przyniosła sobie ze schroniska na Dębowcu. Kotek jest taki mały, że trudno stwierdzić jakiej jest płci. Tato nazwał go MACIUŚ. Bardzo mi się podoba. A ja... wzruszam się gdy widzę jak moja Kinia żegna się z moimi rodzicami. No cóż. Pora spać. Ostatnie odcinki "Czesia" na dobranoc. Buzi buzi i spać...
SOBOTA Jedziemy busem do Krakowa. Tam mamy trochę czasu (3 godziny) do odjazdu więc wybieramy się na Rynek. Odwiedziliśmy Dominikanów, Franciszkanów, pochodziliśmy w deszczu po Krakowie. Wybraliśmy się do bistro na kebaba (pierwszy raz toto jadłem).
16:00 Kinia już przy busie do Leska... Papa Najsłodsza.
Ja odjeżdżam 10 minut później do Bielska.

Ach..
Moje spostrzeżenia i wnioski:
1. W naszej kuchni demokracji raczej nie będzie.
2. Ubikacja za 2 zł to coś, co mnie wyjątkowo irytuje.
3. Przed wyjściem do kościoła trzeba sprawdzić, o której godzinie jest Msza lub dowolne nabożeństwo, bo.. kościoły w Bielsku są po prostu pozamykane.
4. Moja Kochana jest bardziej swobodna ode mnie w wielu sytuacjach. Bardzo sobie to cenię u niej.
5. Obiad u moich rodziców okazuje się być miłym sposobem spędzenia czasu (!).
6. Kinia swobodnie pisze pracę przebywając ze mną w biurze, a ja swobodnie pracuję przy niej.
7. Dobry film raz na jakiś czas trzeba obejrzeć.
8. Koncerty, wyjścia, spacery. Matko! Za 10 zł można przeżyć ucztę dla uszu! To po prostu niesamowite :) Będziemy chodzili na koncerty takie do "słuchania" oraz takie do "tupania".
9. Jak zasypiamy razem, to koniecznie trzeba nastawić budzik na rano. Sam bez budzenia potrafię wstać nawet bardzo wcześnie, ale tak razem to... po prostu cięzko wyjść z łóżka. Zwłaszcza o tej porze roku.
10. Uwielbiam spędzać czas z moją narzeczoną. Tak właśnie chcę aby było.
AMEN.

sobota, 4 października 2008

:)

- No i pojechała. Bałem się wejść do pokoju... zostawiła trochę swoich rzeczy. Szybko je pochowałem..
- żeby nie przypominały..
- Nie :) To takie odczucie braku..
- Stary, nie masz na co narzekać.

Nie mam na co narzekać. Gdybym parę lat temu miał takie problemy jak dziś, to bym się tylko z tego śmiał. To prawda.
Jestem szczęśliwy. Mam narzeczoną. Za dwa miesiące będziemy już mieszkać razem.

:)